Dylemat wagonika – czy Raskolnikow miał prawo zabić lichwiarkę?

 

Temat: Dylemat wagonika – czy Raskolnikow miał prawo zabić lichwiarkę?

 


Lekcję rozpoczynamy od przedstawienia eksperymentu myślowego wprowadzonego przez Philippę Foot.

 Wagonik kolejki wyrwał się spod kontroli i pędzi w dół po torach. Na jego drodze znajduje się pięciu ludzi przywiązanych do torów przez szalonego filozofa. Ale możesz przestawić zwrotnicę i w ten sposób skierować wagonik na drugi tor, do którego przywiązany jest jeden człowiek. Co powinieneś zrobić?


 

                                      Rys: https://wzmocnieniepoznawcze.wordpress.com/2016/10/13/moralne-maszyny/

Dyskusja (jestem przekonana, że większość uczniów opowie się za poświęceniem jednego człowieka).

Konflikt moralny w tym przypadku reprezentuje sprzeczność pomiędzy dwoma sposobami rozumienia moralności:

Immanuel Kant twierdził, że nigdy nie można traktować ludzi jako środki, a nie cele same w sobie. Człowiek został wykorzystany jako środek do uratowania innych, bez rozważania jego prawa do tego, by jego osobowość nie została pogwałcona, a życie odebrane. Kantowski problem określa się mianem deontologicznego (deon=obowiązek). Na moralność składa się wypełnianie swoich obowiązków wobec tych, którzy mają różne prawa, a nie kalkulowanie biegu wydarzeń pod kątem największej użyteczności da jak największej liczby ludzi. Kant stwierdził, że powinniśmy postępować tylko zgodnie z zasadą, którą chcielibyśmy widzieć jako prawo powszechne. Utylitaryzm nazywał tyranią większości.

Jeremy Bentham 

Słuszność lub niewłaściwość uczynków zależy całkowicie od skutków. Uczynkami powinna kierować zasada zapewniania największego szczęścia jak największej liczbie ludzi (utulitaryzm). Dobro oznacza wszystkie środki zapewniające jak największą szczęśliwość.

 

Można też wspomnieć o Machiavellim i jego słynnym haśle „Cel uświęca środki”.

Można też poprosić uczniów, by wyobrazili sobie, że ten leżący na bocznicy to oni sami i mają możliwość przestawienia zwrotnicy, bo dosięgają do niej ręką. Należy wtedy zadać im pytanie, czy poświęciliby się dla pięciu osób? Tu można przy okazji wspomnieć o altruizmie i filozofii Petera Singera, który znany jest ze swoich prowokacyjnych analogii opierających się na myśli, że ci, którzy mają więcej, niż potrzebują, powinni dzielić się z tymi, którzy mają mniej. Dla niego szczęściem było bowiem uszczęśliwienie i wyciągnięcie z ubóstwa jak największej liczby istot.

Jeśli uczniowie powiedzą (a zrobi to większość), że poświęciliby się dla sprawy, to można zapytać prowokacyjnie, dlaczego kupują różne zbędne luksusowe przedmioty, zamiast przekazać je na organizacje dobroczynne?

    

     Max Stirner – filozof niemiecki, sformułował koncepcję stanowiącą uzasadnienie indywidualistycznego anarchizmu. Jej celem było uniezależnienie człowieka od wszelkich „fikcji” krępujących jego wolność, takich jak Bóg, społeczeństwo, prawo, państwo. Postulował odrzucenie wszystkich wartości, zwłaszcza moralnych, w imię wolności jednostki. Siła jest u Stirnera prawem i sankcją, ona nadaje wartość ludzkim czynom. Jeżeli jednostka może coś uczynić – ma rację, jeżeli okazuje się, że nie miała dość siły – wówczas nie miała ani prawa, ani racji. Zło i dobro to tylko nazwy klęski lub sukcesu jednostki. „Moje uprawnienia do zabójstwa czerpię z samego siebie, mam prawo zabijać, jeśli sam sobie tego nie zabraniam, jeśli wolny jestem od poglądu, że zabójstwo jest niesprawiedliwością i nieczystą sprawą.”

 

 

Przedstawiamy uczniom kolejną wersję historii

Sytuacja jest podobna do poprzedniej, wagonik wyrwał się spod kontroli i pędzi w dół. Jeśli nic go nie zatrzyma, zginie pięć osób. Jesteś na kładce nad torami i możesz zatrzymać go tylko zrzucając coś ciężkiego. Tak się składa, że obok jest bardzo gruby człowiek – jedynym sposobem na zatrzymanie wagonika jest zepchnięcie go z kładki na tory. Tylko zabijając go można uratować pięć osób. Czy powinieneś to zrobić?

 


 

Rys: https://wzmocnieniepoznawcze.wordpress.com/2016/10/13/moralne-maszyny/

 

Zobaczycie Państwo, że większość nie będzie opowiadała się za zrzuceniem człowieka. Niektórzy powiedzą, że zostawią historię losowi, bo przynajmniej nie trafią przed sąd…

Warto wytłumaczyć uczniom, skąd tak różne reakcje, skoro historia jest podobna?

 

 

Czas na kolejną odsłonę historyjki o wagoniku:

 

Doskonały chirurg-transplantolog ma pięciu pacjentów. Każdy z tych pacjentów potrzebuje innego narządu i umrze, jeśli szybko go nie otrzyma. Ale nie ma żadnych dostępnych organów. Tak się jednak składa, że młody i zdrowy podróżnik przejeżdża przez miasto, w którym pracuje chirurg, i przychodzi do szpitala na rutynową kontrolę zdrowia. W jej trakcie chirurg orientuje się, że jego organy mogą uratować wszystkich pięciu umierających pacjentów. Co więcej okazuje się, że jeśli młody człowiek zniknie, nikt nie będzie podejrzewał doktora.

 

Prosimy uczniów o ocenę postępku lekarza. Oczywiście większość zaneguje jego czyn. I znowu zadajemy pytanie: DLACZEGO? Sytuacja przecież jest identyczna. Ratujemy pięć osób kosztem jednej.

Po wysłuchaniu wypowiedzi, warto przywołać fragment książki „Dylemat wagonika”

„Funkcjonalne obrazowanie metodą rezonansu magnetycznego wykazało, że w pewnych typach moralnych dylematów obszary mózgu związane z emocjami odgrywają o wiele większą rolę w wydawaniu naszych opinii moralnych niż obszary mózgu odpowiedzialne za aktywność poznawczą. Jest to szczególnie widoczne w przypadkach związanych z osobistą przemocą wobec innej istoty ludzkiej (czyli pozbawienie człowieka ważnych narządów albo zepchnięcie go z kładki), a dużo mniej w przypadkach bezosobowej przemocy (czyli przełożenie zwrotnicy, co skierowało wagon na inną osobę, której nie znamy)”

 

Dylemat wagonika vs Kościół Katolicki (św. Tomasz z Akwinu

ZASADA PODWÓJNEGO SKUTKU

Zasady

Przekierowanie zwrotnicy

Zabicie pacjenta dla ratowania życia innych

1.      Sam uczynek musi być moralnie dobry lub i obojętny.

Przekierowanie wagonu jest moralnie obojętne.

Zabił niewinnego człowieka

2.      Sprawca może nie chcieć dopuścić do złego skutku, ale pozwolić na niego. Jeśli sprawca może doprowadzić do dobrego skutku bez złego skutku, powinien tak postąpić.

Doprowadzimy do śmierci Jednej osoby, ale  przewidujemy śmierć i dopuścimy do niej jako skutku ubocznego uratowania pięciu osób. Gdybyśmy mogli, uratowałaby te pięć osób, nie doprowadzając do śmierci człowieka.

Doktor musiał pragnąć śmierci pacjenta, ponieważ wiedział, że pozbawienie go podstawowych narządów jest równoznaczne ze śmiercią.

3.      Dobry skutek musi wypływać z uczynku przynajmniej w takim samym stopniu jak zły skutek. Dobry skutek musi bezpośrednio wypływać z uczynku, nie ze złego skutku. Czyli sprawca może wykorzystać złe środki aby doprowadzić do dobrego zakończenia.

 Przekładając zwrotnicę, nie używamy ciała człowieka, by potem użyć jego ciała do zatrzymania wagonu. Bezpośrednim skutkiem przełożenie zwrotnicy było uratowanie pięciu osób. Dopiero później wagon (a nie przełożenie zwrotnicy) zabił jednego człowieka.

Zły skutek nastąpił bezpośrednio po uczynku. Dobry skutek (uratowanie życia kilku pacjentów) nastąpił dopiero kilka minut później. Doktor wykorzystał złe środki (wycięcie narządów i śmierć), by doprowadzić do dobrego zakończenia, co nigdy nie jest dopuszczalne.

4.      Dobry skutek musi być dostatecznie pożądany, aby kompensować dopuszczenie do złego skutku.

Dobro uratowania pięciu osób przeważa nad stratą jednego człowieka.

Dobry skutek przeważył nad złym skutkiem.

Thomas Cathcart, Dylemat wagonika, Warszawa, PWN, 2014, s.89-100

5.     Warto pokazać uczniom, że z dylematem wagonika spotykamy się w wielu innych sytuacjach i ma on wiele wersji. Istnieją na Facebooku grupy, które się tym dylematem fascynują i rozpatrują je z punktu widzenia różnych filozofii.

Świetne przykłady znajdziecie tu:

https://wzmocnieniepoznawcze.wordpress.com/2016/10/13/moralne-maszyny/

Lekcja II

Po tym filozoficznym wstępie – przystępujemy do szukania analogii w historii o wagoniku i lekarzu z historią Rodiona Raskolnikowa.

Czytamy odpowiedni fragment powieści.

Prawie obok niego na drugiem krześle siedział student, którego wcale nie znał i nie przypominał sobie, w towarzystwie młodego oficera. Pograli w bilard i zaczęli pić herbatę. Nagle usłyszał, że student opowiada oficerowi o lichwiarce Alinie, sekretarzowej kollegjalnej, i daje mu jej adres. Już to samo wydało się Raskolnikowi nieco dziwnem, idzie akurat stamtąd, a tu właśnie mówią o niej. Oczywiście, wypadek, ale odtąd nie może on się już pozbyć osobliwego urojenia, a okoliczności jakby na złość podszczuwają go ciągle: student nagle zaczyna opowiadać towarzyszowi różne szczegóły o starej Alinie.
— Pyszna baba — mówi — tam zawsze można dostać pieniędzy. Bogata, jak żyd, może od razu wydać pięć tysięcy, a nie pogardza nawet fantem rublowym. Naszych wielu już było u niej, tylko bestja twarda...
I jął opowiadać, jaka ona zła, kapryśna, że dość jeden dzień uchybić terminu, a zastaw przepadnie. Daje zaledwie czwartą część wartości przedmiotu, a procent bierze po pięć a nawet po siedem od sta na miesiąc i t. d. Student rozgadał się i dodał nadto, że stara ma siostrę Lizawietę, którą tamta, taka mała i nędzna, co chwilę bije i trzyma w bezwarunkowej niewoli, jak małe dziecko, podczas gdy Lizawieta ma co najmniej osiem werszków wzrostu...
— To mi okaz! — zawołał student i zaśmiał się. Zaczęli mówić o Lizawiecie. Student opowiadał o niej ze szczególnem upodobaniem i śmiał się ciągle, a oficer z wielką ciekawością słuchał i prosił studenta, aby mu przysłał tę Lizawietę pod pozorem reperacji bielizny. Raskolnikow nie stracił ani słowa i od razu dowiedział się wszystkiego; Elżbieta była młodszą, przyrodnią (z innej matki) siostrą starej i miała już do trzydziestu pięciu lat. Pracowała za siostrę dzień i noc, była w domu zamiast kucharki i praczki i nadto szyła na sprzedaż, wynajmowała się nawet do mycia podłóg i wszystko oddawała siostrze. Żadnego obstalunku i żadnej roboty nie śmiała przyjąć, bez zezwolenia starej. A stara zrobiła już testament, o czem Lizawieta już była powiadomiona, mocą którego miała ona dostać jedynie ruchomości, krzesła i t. p., pieniędzy zaś ani grosza, te bowiem wszystkie były przeznaczone na rzecz pewnego klasztoru w gubernji N. na wieczną pamiątkę duszy zmarłej. Była Lizawieta i mieszczanką, a nie urzędniczką, panną, strasznie niezgrabną, wzrostu nadmiernie wysokiego, z długiemi, jakby wywróconemi, nogami, zawsze w wydeptanych koszlawych trzewikach, ale ubrana czyściutko. Co najwięcej jednak dziwiło i bawiło studenta, to to, że Lizawieta co chwila bywała brzemienną...
— Jak to? Wszak mówiłeś, że to monstrum? — zauważył oficer.
— Tak, sztywna, niby żołnierz przebrany, ale wcale nie monstrum. Ma taki dobry wyraz twarzy i oczu. Nawet bardzo. Dowodem, że się niejednemu podoba. Taka cicha, łagodna, milcząca, zgodna, na wszystko zgodna. A uśmiech ma nawet bardzo miły.
— Widzę, że i tobie się podobała! — zaśmiał się oficer.
— Dla oryginalności. Nie, wiesz, co ci powiem. Ja bym, tę starą kwokę zabił i zrabował, i wierzaj mi, bez najmniejszego wyrzutu sumienia — dodał z zapałem student.
Oficer znowu się roześmiał, a Raskolnikow zadrżał. Jakie to szczególne!
— Pozwól, pragnę ci zadać pytanie poważne — z zapałem mówił student. — Przed chwilą żartowałem sobie, to prawda, ale uważaj tylko: z jednej strony głupia, bezsensowna, nędzna, zła, chora staruszka, całkiem zbyteczna dla świata, przeciwnie nawet, całkiem szkodliwa, sama nie wiedząca, po co żyje i która jutro bądź co bądź umrze. Rozumiesz ty to?
— No, no, rozumiem — odparł oficer, z uwagą wpatrując się w rozgorączkowanego towarzysza.
— Słuchaj dalej. Z drugiej strony, młode, świeże siły, marnujące się, bez pomocy, i to tysiącami, i to wszędzie! Sto, tysiące dobrych czynów i spraw, które można urządzić lub naprawić za pieniądze starej, przeznaczone na klasztor! Setki, tysiące być może istot, skierowanych, na dobrą drogę; dziesiątki rodzin, wybawionych od nędzy, od gnicia, od zguby, od rozpusty, od szpitalów wenerycznych — i wszystko to za jej pieniądze. Zabij ją i weź jej pieniądze, z warunkiem, abyś za ich pomocą poświęcał potem siebie na usługę całej ludzkości i dobra społecznego: jak sądzisz, czy jednej martwej zbrodni nie zatrze tysiące dobrych czynów? Za jedno życie — tysiące istnień, zbawionych od gnicia i rozkładu? Jedna śmierć i sto istnień w zamian — toć to arytmetyka! Bo i cóż warte na wagach społecznych życie tej suchotniczej, złej i głupiej staruszeczki? Nie więcej od życia pchły, karalucha, a nawet nie warte i tego, bo stara jest szkodliwa. Ona morduje cudze życie! ona onegdaj Elżbietce palec ugryzła ze złości; o mało jej go nie odjęli!
— W istocie, nie warta, że żyje — odparł oficer — ale wszak to natura.
— Ech, mój bracie, wszak naturę ulepszają, doskonalą, a gdyby nie, to, wypadałoby utonąć w przesądach. Bez tego, nie byłaby ani jednej wielkości na świecie. Powiadają: „obowiązek, sumienie“ — nie mam zamiaru powstawać przeciwko sumieniu i obowiązkowi — ale czyż my je należycie pojmujemy? Czekaj, zadam ci jeszcze jedno pytanie, słuchaj!
— Nie, ty czekaj; ja ci zadam pytanie. Słuchaj!
— No?
— Oto mówisz, rozprawiasz, dowodzisz, a czy sam zabiłbyś tę lichwiarkę?
— Oczywiście, nie! Głosuję tylko za sprawiedliwością... Ale cóż tam, ja...
— A mojem zdaniem, skoro się sam nie decydujesz, to niema tu żadnej sprawiedliwości.

https://pl.wikisource.org/wiki/Zbrodnia_i_kara_(Dostojewski,_1928)/ca%C5%82o%C5%9B%C4%87

 

Dyskusja przebiega analogicznie do poprzedniej.

Dzielimy klasę na grupy. Każda z grup losuje karteczkę z nazwiskiem filozofa, którego poglądy będzie reprezentować, broniąc lub oskarżając Raskolnikowa.

 

Komentarze

  1. Jestem pełna uznania. Spodziewam się, że lekcje wywołają silne emocje uczniów. Powodzenia.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

MOST NA RZECE NORUK - CZYLI SZTUKA NEGOCJACJI I KOMUNIKACJI.

Czy Antygona znalazłaby pracę w firmie, gdzie wymaga się działania zespołowego i zdolności negocjacyjnych?