SZKOŁA W RUCHU
SZKOŁA W RUCHU
Niedawno zamieściłam na
blogu wpis o fińskiej szkole. Dzisiaj chciałabym opowiedzieć o jednym z
najważniejszych aspektów fińskiej edukacji – SZKOLE W RUCHU. Fińskie dzieci
spędzają każdą wolną chwilę na powietrzu i to niezależnie od pogody. Pada
deszcz? Super! Będzie można poskakać po kałużach. Pada śnieg? Super! Ulepimy
bałwana, porzucamy się śnieżkami. Świeci słońce? Genialnie! Posiedzimy na
trawie, pobiegamy… Tak wygląda każda przerwa w szkole. Nie spędza się jej na
dusznych korytarzach. Gdy jest pogoda, to także spora część lekcji odbywa się
na powietrzu.
W wielu polskich szkołach to sytuacja nie do
pomyślenia. Przedstawiciele „starej szkoły” (starzy i młodzi) nie wyobrażają
sobie lekcji na trawniku. Kochają ustawione w trzy rzędy ławki i lekcje, na których
obowiązuje zasada „rączki w małdrzyk, buźka w ciup”. Cisza oznacza dla nich
radzenie sobie z młodzieżą. Nic bardziej mylnego. Jak wyzwolić kreatywność u
uczniów, którzy siedzą przykuci do ławek, często wbrew swojej naturze (patrz
kinestetycy) i tylko modlą się, by nauczyciel nie wyrwał ich do odpowiedzi.
Pewna nauczycielka, o której czytałam, wywiesiła na
drzwiach swojej pracowni ogłoszenie: „PRZEPRASZAMY ZA HAŁAS. MY SIĘ TU UCZYMY”.
Są i takie
szkoły, w których nie wypuszcza się dzieci na przerwę. Jeśli nie wierzycie, to
przypominam artykuł o szkole w Woli Justowskiej.
Jaki jest sens budowania szkolnych orlików, boisk i
placów, skoro nie pozwalamy uczniom z nich korzystać? „Uczeń podczas przerwy
przebywa na korytarzu, przy sali, w której odbywać się będzie najbliższa
lekcja". To punkt z regulaminu jednej z podstawówek w Warszawie.
„Jesteśmy pełnoletni, a nie możemy wychodzić na
przerwie ze szkoły” - alarmuje jeden z uczniów technikum w Lublinie.
Dyrekcja jednej ze szkół w Szaflarach stwierdziła, że zamknięcie drzwi szkoły
służy bezpieczeństwu uczniów. „Wojtek
biega podczas przerwy” – brzmi uwaga w dzienniczku jednego z uczniów szkoły
podstawowej. A powinien stać jak wazon na stole? Na Boga! Każdy przeciętny
Kowalski wie, że ciało w ruchu to sprawny mózg, a jeśli nie wie, to czas, by
się dowiedział.
Doktor
Stephen A. Levine twierdzi, że „niedobór tlenu ,albo
inaczej wygłodzenie tlenowe, jest jedyną i największą przyczyną wszelkich
chorób”. Dotleniony mózg usprawnia proces uczenia się i poznawania. Przebywanie
na powietrzu łagodzi stres i usprawnia koncentrację.
„Mózg
potrzebuje świeżego powietrza, by lepiej przebiegały w nim wyższe czynności
nerwowe – osąd, rozumowanie i wola. Zwiększając ilość tlenu dostarczanego do
organizmu, poprawiamy pamięć dziecka, a powiązania neuronowe są prawidłowo
rozwijane i wzmacniane.” Pozwólmy więc naszym uczniom spędzić przerwę na
boisku. Odpoczną od ogromnej ilości bodźców i z większą ochotą przystąpią do
pracy.
Fińscy
uczniowie raz w roku wyjeżdżają na zielone szkoły. Wyjazd planują razem z
nauczycielem i razem z nauczycielem go organizują. Uczą się w ten sposób
odpowiedzialności, współpracy, planowania. W polskiej szkole nie brakuje
podobnych pasjonatów, którzy organizują krótsze i dłuższe wypady. Nie wszyscy
jednak rozumieją, ile mogą zyskać na takiej edukacji nasi uczniowie i
utrudniają to, co i tak proste nie jest. Stołeczne Biuro Edukacji postanowiło,
że „…zakazuje nauczycielom angażowania się w organizowanie wyjazdów dla
uczniów. To szkoła musi założyć osobny rachunek, przewidzieć wcześniej kwotę,
która będzie konieczna, i tylko dyrektor może zawrzeć umowę z biurem podróży
czy innym organizatorem wycieczek.” Biorąc pod uwagę, że w każdej szkole jest
po kilka klas na jednym poziomie, dyrektorzy poinformowali rodziców, że szkoły
nie będą organizować żadnych wycieczek. Nieliczni ryzykanci organizują wypady
na dawnych zasadach.
A przecież wycieczki szkolne to ogromna wartość
dodana w życiu uczniów i nauczycieli, bo gdzie lepiej poznamy młodych ludzi, jak nie na wycieczce? To właśnie na wycieczce
dowiemy się, kto jest klasowym liderem, kto zna się na topografii, kto piecze
najlepsze tosty, umie rozpalić ognisko, a kto jest mistrzem ciętej riposty. To
właśnie na wycieczce uświadomimy sobie,
że na najbliższym zebraniu powiemy mamie Jasia, że powinna przestać ścielić po nim
łóżko, bo jest już w szkole średniej, a tacie Igora przypomnimy, że warto
pochwalić syna od czasu do czasu, bo właśnie nam zdradził, że tego najbardziej
mu brakuje. Wycieczka to inny , efektywniejszy model edukacji. To poznawanie innych ludzi,
nauka szacunku i tolerancji. To w końcu czas trenowania kompetencji miękkich,
takich jak:
- odporność na stres
- dbałość o dobrą atmosferę i komunikację w grupie
- rozwiązywanie konfliktów
- wypracowywanie kompromisów
- kreatywność
- komunikatywność i umiejętność pracy w grupie
- zdolności perswazyjne
- delegowanie zadań
- życzliwość i pozytywne nastawienie do ludzi
- doskonałe zarządzanie czasem
- świetna organizacja
- wysoka kultura osobista
- łatwość w nawiązywaniu relacji
Według Nischwitza te
kompetencje są dzisiaj kluczowymi na rynku pracy: „…twarde kompetencje łatwiej zastąpić robotyką, podczas gdy
miękkich, czyli tego pierwiastka ludzkiego, długo zapewne nic nie zastąpi. Jeśli
nie wierzycie, to polecam oparty na
faktach film "The Big Short", który jasno
pokazuje, że nie istniejemy na rynku pracy, jeśli naszym jedynym zasobem są
kompetencje twarde (tak jak doktor Michael Burry).
Szkolne wycieczki to wspólne pokoje,
integracja przy ognisku, wspólne zwiedzanie, gry, zabawy, warsztaty. To czas
budowania więzi i relacji, kształtowania umiejętności interpersonalnych i
komunikacyjnych. Czy nie są to rzeczy przydatniejsze niż wiedza o budowie
pantofelka? Zatem odławkujmy naszych uczniów, by byli w przyszłości
szczęśliwymi i kompetentnymi dorosłymi.
Komentarze
Prześlij komentarz